Najbardziej magiczny z magicznych Światów.
poniedziałek, 03 grudnia 2012
"Dawca"

"Dawca" to pierwsza książka Tess Gerritsen jaką przeczytałam. Zajęło mi to dwa dni. Nie sposób się oderwać. Takie dobre kryminały zostają w pamięci.

Młoda stażystka z Ameryki - zdolna, ambitna, zabawna a do tego śliczna jak obrazek. Nie kto inny, tylko właśnie ona trafia na ślad handel ludzkimi narządami. Myślę, że warto dać szansę autorce. Sam Coben ją szanuje i czytuje. Po za tym jak nie lubić pisarki, która tak dokładnie zna rzeczy, które opisuje. Przeszła błyskawiczny kurs anatomii,transplantacji i innych trudnych medycznych procedur, o jakich taka humanistka jak ja ma nikłe pojęcie. warto dodać, że książka budzi wiele emocji. Gniew, radość, niedowierzanie przeplatają się ze strachem i napięciem. Warto dodać, że przez kilka dni po przeczytaniu chodziłam dosyć wystraszona. Cóż, nie powinnam czytać o rosyjskiej mafii w środku Sankt Petersurga:D

Notka krótka - zamiast czytać recenzję - sięgnijcie po książę. Po za tym nie dałam znaku życia od dwóch lat, muszę na nowo odkryć ducha Książkolandii. Pozdrawiam.

Wasza M.

piątek, 30 kwietnia 2010
Hurra, hurra, niedługo matura:)

Wiem, że teraz promuje się raczej zasadę "olej maturę, zostań ninja" oraz "nie matura, a chęć szczera zrobi z ciebie oficera", lecz mimo wszystko uczę się... Liczę zadanka, czytam streszczonka ( oryginały tylko te, które ewentualnie nadawały by się do polecenia na Książkolandii;)), powtarzam słówka in english :).  Ale oczywiście pochłaniam również tony książek:). Tych prawdziwych i normalnych, od których ma się wypieki na policzkach, nieprzespane noce i "przejachane"  przystanki;). Waszym interesie jest więc, bym ładnie napisała "Egzamin Dojrzałości" i na poprawkę sierpniowa się już nie musiała uczyć  - bo moja nieobecność przedłuży się do końca wakacji :D.

Dlatego proszę Was o modlitwę, dziekuję za cierpliwość i wytrwałość!

Dobrze, że jesteście!!

Wasza M.

12:56, kocham-ksiazki , :)
Link Komentarze (2) »
sobota, 28 listopada 2009
"Marina"

    „Marina” leżała w księgarni. W samym centrum, ułożona w idealną piramidę z kilkudziesięciu nowiuteńkich egzemplarzy. Zdawały się błyszczeć, ale nie nowością, lecz swoista magią i obietnicą tajemnicy. Wzięłam jedną – skromna, cienka, z szarym budynkiem na okładce i niepozornym żółtym napisem: ‘Marina”. Zafón robi swoje. Legenda tego pisarza sprawiła, że zamknęłam powieść dopiero po przeczytaniu. Wydawało mi się, że świat po prostu się zatrzymał, że jedyne, co było realne to Óskar, Marina, Michal… Barcelona tak żywa, że czułam zimno śniegu na dłoniach, który powoli opadał na ulice lat 80.

Opowieść o przyjaźni i tajemnicy – skrywanej przed wszystkimi. Czegóż trzeba więcej, do sukcesu?

    Nastoletni Óskar mieszka w szkole z internatem. Rodzice zajęci podróżowaniem po świecie, nie zabierają go nawet na święta. Największą przyjemnością są dla chłopca popołudniowe spacery po sennej Barcelonie. Szczególnie upodobał sobie dzielnicę opuszczonych arystokratycznych willi.

    Pewnego dnia wchodzi do jednej z nich i wystraszony czyjąś obecnością ucieka wraz ze złotym zegarkiem w ręce. Po kilku dniach przychodzi skruszony, aby go zwrócić. I tak poznaje Marinę i jej ojca. Rodzi się między nimi przyjaźń i zaufanie – prawdziwie rodzinna atmosfera. Dziewczyna zaprowadza Óskara na zapomniany cmentarz. W każdą ostatnią niedzielę miesiąca przychodzi na niego dama w czerni. Kim jest? Postacią z przeszłości. Czego pragnie? Szczęścia. Jak wpłynie na losy Mariny o Óskara? Przeczytajcie sami. Magia tej książki bije od niej z każdego slowa, bo słowa mają magiczną moc. Mogą przemieniać ludzkie serca, a co za tym idzie, cały świat.

Polecam.

Wasza M.

p.s. Oto kilka słów z „Mariny”:

„Ludzie nie powinni się bawić w Pana Boga.”

„czasami to, co najbardziej prawdziwe, dzieje się tylko w wyobraźni. Wspominamy tylko to, co nigdy się nie wydarzyło.”

„Gdyby ludzie zastanawiali się nad jedną czwartą tego, co mówią, świat byłby rajem.”

Przepraszam za długą nieobecność. Czasami zapominam, że świat biegnie jak szalony i większość czasu zajmuje mi dobiegnięcie do obecnego stanu rzeczy…

12:48, kocham-ksiazki , obyczajowe
Link Komentarze (3) »
niedziela, 01 listopada 2009
"Mój Chrystus Połamany"

    Dzisiaj chciałabym Wam polecić niesamowitą Książkę. Tę prawdziwą, zmieniającą ludzkie Zycie. Te, która w nas zostaje, bo człowieczeństwo jest wpisane z nasze Zycie, czy tego chcemy czy nie. Do opisania tej genialnej lektury pasują mi słowa JPII, sama nie wiem dlaczego…: „Miłość mi wszystko wyjaśniła. Miłość mi wszystko rozwiązała, dlatego uwielbiam Tę Miłość, gdziekolwiek by przebywała.”

Ale po kolei.

    Ojciec Ramon Cue Romano, autor „Mojego Chrystusa Połamanego”, bardzo lubił sklepy z antykami. Wraz z przyjacielem potrafił spędzać w nich godziny. Pewnego dnia w „Czwartku” natrafił na szczególny przedmiot – na Chrystusa połamanego.  Figura ta była bardzo zniszczona. Chrystus nie miał krzyża, prawego ramienia, nogi a nawet twarzy. Ojciec Cue zaszokowany i zafascynowany znaleziskiem nabył figurę.

    Pierwsza część książki to spisane pięciodniowe rekolekcje wielkopostne, które o. Cue głosił w 1986r. w telewizji hiszpańskiej. Na antenie dzieli się z telewidzami niesamowitymi refleksjami. W przystępny, obrazowy i prawdziwy sposób opisuje jak my możemy odnaleźć w sobie wizerunek Chrystusa. Z żywą  pasją opowiada o tym, co ma być lewym ramieniem Boga, co ma być Jego nogą. Pokazuje prawdziwą twarz Chrystusa połamanego. Widać, że ten człowiek żyje tym, co mówi.

    Druga część książki obejmują dopisane kilka lat później autentyczne wędrówki figury Chrystusa. W odpowiedzi na olbrzymie zainteresowanie publiczności, o. Cue spełnia pragnienie, by Połamany Jezus pielgrzymował między ludźmi. Przekazuje Chrystusa wszędzie tam, gdzie On sam pragnie zagościć. To relacja z tych spotkań.

    Najbardziej zafascynowały mnie chyba niezwykle trafne porównania i przykłady podawane przez autora. Ten człowiek żyje w relacji z Chrystusem, rozmawia z Nim, radzi się Go, ufa Mu. To niesamowite. Jesteśmy ludźmi. Zagubionymi w tym brutalnym i zagadkowym świecie. I choć nie wszyscy się do tego przyznajemy, to każdy z nas potrzebuje Kogoś, kto by się nami opiekował, wspierał nas, ochraniał. Jak przyjaciel, jak rodzic, z miłości a nie z obowiązku. Cieszę się, że moja Przyjaciółka pożyczyła mi tę książkę. Skłania do zastanowienia się nad życiem, nad tym co tak naprawdę jest dla nas istotne, nad szczególną miłością do tych, których tak trudno nam kochać. Uświadamia, że w każdym z nas jest „Chrystus Połamany”, bo zranienia nie omijają żadnego człowieka. Ból jest tak samo obecny w naszym życiu jak każde inne doświadczenia. I tylko od nas zależy, czy pozwolimy mu nami zawładnąć. A może nauczymy się zdrowego opanowania życia. Dystansu do spraw, na które nie mamy wpływu.

    Mocna książka. Ona żyje i pomaga przemieniać ludzkie serca, pod warunkiem, że na to pozwolimy. Miłość komplikuje Bogu życie tak samo jak nam.

    Książka zwyczajna w swojej niezwykłości i prosta poprzez trudne tematy, jakich dotyka. To dobra książka.

    Polecam.

    Wasza M.

15:38, kocham-ksiazki , refleksyjne
Link Komentarze (6) »
sobota, 31 października 2009
„Bez skrupułów”

    „Bez skrupułów” to całkiem dobry thriller. Wartka akcja, duzo dialogów, brak głębokich refleksji nad życiem – można po prostu oderwać się od rzeczywistości i wyruszyć tropem zaginionej Kathy.

    Dziewczyna zniknęła pewnego wieczoru z akademika. Wyszła i nie wróciła. Klasyczny przypadek. Wielu autorów tak zaczyna swoje powieści sensacyjne. Od tamtego czasu nikt jej nie widział. Dopiero półtora roku później ktoś zamieszcza zdjęcie Kathy w piśmie pornograficznym. W tym momencie do akcji wkracza Myron – detektyw amator. Na prośbę siostry dziewczyny  rozpoczyna od zera własne poszukiwania. No i oczywiście okazuje się, że nic nie było takie jak początkowo uważano.

     Naprawdę „fajna” książka pozwala chwilowo zapomnieć. Zdała celująco egzamin wymogów czytelniczych. Zwykły obywatel pragnie tylko oderwać się od świata rzeczywistego za pomocą literatur. Dopiero Prawdziwy czytelnik szuka czegoś więcej.

    Pozdrawiam Was serdecznie w ten piękny jesienny weekend!

    Wasza M.

15:44, kocham-ksiazki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 października 2009
"Ono"

    „Ono: to bardzo smutna lektura. Czytając tę książkę, prawie zupełnie zapomniałam jak się uśmiecha. Wprawiała mnie w tak fatalny nastrój, że co chwilę miałam ochotę ją odłożyć. Dlaczego więc czytałam dalej? Dlaczego nie zrezygnowałam? Nie wiem, nie potrafię Wam odpowiedzieć. Może spowodowane to było rozpaczliwą nadzieją szczęśliwego końca, odmiany podłego losu – nie wiem. To piękna książka – głęboka, przejmująca, przerażająca – ale piękna.

    Dziewiętnastoletnia Ewa mieszka z rodzicami i młodszą siostrą w małym miasteczku, w którym nic się nie dzieje. Jej życie rodzinne podporządkowane jest jedynemu znanemu matce dziewczyny bogu – telewizorowi. Ojciec, były muzyk, to cichy człowiek, który już się poddał. Przestał walczyć o swoje marzenia. Owładnięta tą beznadziejnością życie i znikomą perspektywą na poprawę losu Ewa, coraz szybciej zaczyna się zniechęcać do wszystkiego.  

    Gdy w Sylwestra tuż przed nowym Millenium „daje się zaciążyć”, wydawać by się mogło, że przekreśla całkowicie szansę na odbicie się od dna. Zaczyna się walka dziewczyny z własnym sumieniem i rodzicami, co zrobić z  problemem, jakim była niechciana ciąża. Ewa, nie bacząc na konsekwencję, postanawia urodzić dziecko i zaczyna zupełnie nowe życie. Tłumacząc Jemu, dlaczego warto przyjść na świat, sama odkrywa jego wartość i istotę człowieczeństwa.

    Dziewczyna rozpoczęła dziewięciomiesięczną lekcję, podczas której uświadamia sobie wiele rzeczy. Mimo że jej iloraz inteligencji pozostawia wiele do życzenia, jak i członków rodziny i przyjaciół, Ewa pokazuje, że nie to jest najważniejsze. Prostymi słowami zachęca Ono i siebie do myślenia, zadawania pytań zrozumienia, odkrywania pragnień i istoty życia na ziemi. Jest serdeczna, otwarta, trochę zagubiona, a przede wszystkim dobra. Nie sposób nie polubić i nie wspierać. Tak, myślę, że czytałam tę książkę z sympatii do Ewy, do jej walki i do Ono.

     To jedne z jej przemyśleń: „Jak mam opisać dziecku świat? Ten doby i mądry świat? Ten, na którym warto się pojawić? Przecież musi być i taki. Musi być. Kto pomoże mi go znaleźć?”

Naprawdę polecam.

Wasza M.

P.s. Przepraszam, że tak długo nie pisałam, nie mam wytłumaczenia…

17:12, kocham-ksiazki , obyczajowe
Link Komentarze (5) »
niedziela, 04 października 2009
„Życie na drzwiach lodówki”

    „Życie na drzwiach lodówki” to niesamowicie wymowna powieść napisana w formie notatek, jakie zostawiają sobie Clarie i jej matka. Wzruszająca,  do głębi poruszająca charakterystyka bolesnych relacji, w których przecież wszyscy żyjemy.  Główne bohaterki, których codzienną korespondencję czytamy, są zabiegane, bez chwili czasu dla siebie, w najlepszym wypadku mijają się w drzwiach. Lodówkowa korespondencja to czasami lista na zakupy a innym razem głębokie tęsknoty i pragnienia, których nie zdążyły sobie przekazać. Relacja matki z córką, rodzica z dzieckiem – chyba najtrudniejsza w jakiej kiedykolwiek się znajdziemy. Pełne niejasności, niedomówień – żadne nie są idealne.

    Alice Kuipers niesamowicie dosadnie kreśli prawdziwą rzeczywistość, szczególnie ważną, gdy pewnego dnia mama Clarie wyczuwa u siebie niewielkiego guzka. Ta książka to z pewnością Coś. Daje do myślenia każdemu, bo i jest dla każdego. Przecież wszyscy zostawiamy sobie notatki w kuchni… Ważne, by nie były one jedyną formą komunikacji na jaką stać nas z najbliższymi. Bo czas nie będzie na nas czekał.

   Bardzo polecam.

   Wasza M.

p.s. Muszę się Wam pochwalić:) Notka o „Marzycielce z Ostendy” dostała miano recenzji na weekend serwisu „Czytanie nie szkodzi”:)

17:43, kocham-ksiazki , obyczajowe
Link Komentarze (2) »
sobota, 03 października 2009
„Kochać zbyt mocno”

    „Kochać zbyt mocno” to, jak powiedział Luis A. Arias, „niezwykła, trudna i poruszająca historia opowiadana w nietypowy sposób”.  Jest to bowiem komiks, którego główną bohaterką jest młoda, ambitna Roz. Kobieta ma niesamowicie dobre serce i niestety zostało to wykorzystane przeciwko niej. Zakochuje się w Brianie, wdowcu, który ma czwórkę cudownych dzieci.  Powoli wchodzi w życie ich rodziny i przeżywa romantyczny czas. Jej zaangażowanie, uczciwość i miłość zostają perfidnie wykorzystane przez mężczyznę, który nie szczędzi jej zniewag psychicznych i fizycznych.

    Przez ponad dziesięć lat, Roz tkwiła w wyniszczającym związku, podczas których rysowała pamiętnik. To właśnie on został opublikowany i zaopatrzony tytułem :Kochać zbyt mocno”, ku przestrodze innych, by nie dać się zmanipulować. Najnowsze wyniki badań mówią, że już w co piątej polskiej rodzinie dochodzi do przemocy. Nasze zalety nie mogą być wykorzystywane przeciwko nam. Myślę, że trzeba dobrze znać poczucie własnej wartości, by nie uwikłać się w sytuację, w jakiej znalazła się Roz.

    Polecam.

   Wasza M.

16:42, kocham-ksiazki , dramat
Link Komentarze (1) »
niedziela, 27 września 2009
„Trzynaście powodów”

    „Trzynaście powodów” przeczytałam jednym tchem. To niesamowita książka o każdym z nas, o rozpaczliwej potrzebie zauważenia, bliskości z drugim człowiekiem i możliwości zaufania. Opowiada o zranieniach, osamotnieniu i poczuciu bezsensu. Tak naprawdę to wszyscy wiemy jakie konsekwencje może pociągnąć najmniejsze nawet słowo, bezmyślny gest czy nieprzemyślany czyn. W końcu rodzice już od dziecka powtarzali jak mantrę : „słowa ranią” itp. Na pewno sami niejednokrotnie  padliśmy ofiarą czyichś nierozważnych zachowań , a może to my byliśmy sprawcami.

    Muszę Wam powiedzieć, że książka Jaya Ashera w pewien sposób przypieczętowała moją wiedzę w tym zakresie. Jako, że od kilku lat należę do Ruchu Szensztackiego, temat zranień, wagi słów czy odpowiedzialności i konsekwencji za czyny był mi dobrze znany. Przecież nie jeden raz rozmawialiśmy o tym we wspólnocie. Zapytacie pewnie, co w takim razie spowodowało, że książka ta tak mnie zachwyciła. Otóż autor wykorzystał niesamowity zabieg do opisywania historii. Mianowicie akcja powieści rozgrywa się podczas jednego dnia, a głównym i właściwie jedynym bohaterem jest Clay, uczeń liceum. Niby nic nowego, ale podczas tych 24 godzin chłopakowi towarzyszy relacja życia jego koleżanki. Clay odnalazł na progu swojego domu kasety magnetofonowe z nagraniem trzynastu powodów, osób, miejsc i zdarzeń, które spowodowały samobójstwo tej dziewczyny.

    Hannah poważnie, dowcipnie i z ironią podejmuje trud  zmierzenia się z własnym życiem, rozliczenia ze światem. Trudno mi to było czasami zrozumieć, ale ta dziewczyna naprawdę racjonalnie podeszła do własnej śmierci. Rzeczy, które dla niej i dla mnie były na początku nic nie znaczącymi bzdurami, stały się pędzącą „kulą śnieżną”. Jedna, druga, trzecia sytuacja, a pod czwartą, tej samej wagi, człowiek upada. Naprawdę warto przeczytać. Uświadomić sobie, że fikcja prawie zawsze pokazuje prawdziwe życie. Człowiek jest odpowiedzialny za swoje słowo. Nie jesteśmy robotami, czy maszynami, mimo że do tego dąży XXI wiek. Przeczytajcie lub nie tę książkę, ale zacznijcie w końcu myśleć o konsekwencjach własnego postępowania. Jestem ciekawa ile z Was lubi, gdy w Wasza stronę lecą naostrzone noże słów drugiego człowieka. To genialna książka. Otwiera oczy.

    Polecam i życzę Wam miłego tygodnia:)

    Wasza M.

18:31, kocham-ksiazki , dramat
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 września 2009
„Marzycielka z Ostendy”

    Cieszę się, że Schmitt wydał kolejny zbiór opowiadań. Zawsze bardzo lubiłam tę formę literacką. I zresztą nadal lubię. Właściwie, jeżeli mam być szczera, to oceniłabym je podobnie jak „Odette…”. Ciekawe, zaskakujące, wciągające bardziej lub mniej, ale to nadal za mało. Czasami wydaje mi się, że po każdej następnej książce tego autora, oczekuję wielkiego czegoś, co porządnie i pozytywnie zatrzęsie moim światem. Ale tak naprawdę to nie mam prawa od niego niczego wymagać. W każdym razie wracając do tematu – „Marzycielka z Ostendy”. Tytuł fascynujący. Pozwólcie, że Wam przytoczę fragment recenzji z okładki, bo bardzo mi się podoba:

    „Pięć opowiadań. Pięć marzeń. Pięć historii. Potęga pamięci, miłości, a może dotyku? Uczucie silniejsze niż upływający czas. Piękno odkryte w słowach, małżeństwo scalone przez śmierć, książka obarczona fatum, a wreszcie pamięć, jedyny strażnik naszych wspomnień. Literatura, która przywraca wiarę w marzenia.

   Bohaterowie najnowszych opowiadań Erica-Emmanuela Schmitta są zwyczajnymi ludźmi. Wyróżnia ich jedno - ryzykują, by spełnić swoje marzenia. Nie zawsze wygrywają, ale gdy już im się uda - nic nie może stanąć na ich drodze do szczęścia. Są podobni do nas, bo przecież wszyscy mamy pragnienia. Te małe, codzienne i ogromne, o podboju świata.
O tym, że warto w nie wierzyć, nie trzeba nikogo przekonywać.”

    Dobrze, przyznaję, to rzeczywiście trochę długi fragment, ale bardzo ładny, prawda? Nie jest też do końca prawdziwy, ale o tym teraz nie dyskutujmy. Może rozbijmy marzycielkę na kilka synonimów od słowa marzyć: zdobywać osiągać, pragnąć, radować, czuć, świadomie przeżywać i decydować. Same pozytywne emocje, podobnie jak z nazwą miejscowości – Ostendą. Zatopiłam się więc w opowiadaniach o zdobywaniu rzeczy niemożliwych, osiąganiu celów, pragnieniu dobra, radości życia, a wreszcie świadomości czynów i ich konsekwencji. Nie żałuję, ponieważ podróże kształcą – dokądkolwiek. Trzeba się naprawdę postarać, by z jakiejkolwiek z nich, czy to tej dosłownej, czy ze świata książek, marzeń, słów, wrócić z niczym. A teraz króciutka charakterystyka moich faworytów:

    „Zbrodnie doskonała” – jak kilkoma jadowitymi słowami zniszczyć prawdziwą, szczęśliwą doskonałość.

    „Kiepskie lektury” – idealny przykład na to, że czytanie zabija – dosłownie.

    „Kobieta z bukietem” – o wytrwałości i potędze wiary w zwycięstwo. Jeżeli pragniemy czegoś dostatecznie mocno, to czas jest naszym sprzymierzeńcem. W końcu czekanie na coś pięknego to już połowa przyjemności.

   Polecam.

    Wasza M.

p.s. Wiecie, mimo, że mam „fatalny styl” to nadal będę pisać – w końcu kocham to nie mniej niż czytanie :D

14:15, kocham-ksiazki , E. E. Schmitt
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14

Liczniki na stonę
Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl